Tak mi ciężko zebrać się aby coś o Tobie opowiedzieć, to już tyle lat bez Ciebie bez Twojej fizyczności, bo tak naprawdę jesteś i byłeś mi obecny zawsze.Jesteś nadal dla mnie kimś bardzo ważnym i jedynym w swoim rodzaju.
Jakim byłeś…, byłeś mi najbliższy, bo potrafiłeś połączyć i żyć w harmonii ducha i ciała , byłeś najbardziej wysportowany i najbardziej z nas zaradny życiowo. Sądzę,że Twój gigantyczny potencjał muzyczny dane nam było ujrzeć w zaledwie w mikroskopijnym jego procencie i jest to wielka i nieodżałowana strata .
Z prehistorii
Chęciny moje rodzinne miasteczko, tam w 1956r urodziłem się i mieszkałem, i do szkół uczęszczałem. Nad Chęcinami górują ruiny wielkiego zamku, których nie sposób nie zauważyć jadąc z Krakowa do Warszawy trasą E7, tutaj dorastałem, w tym czasie kręcono tu Pana Wołodyjowskiego, a potem polscy hipppisi naznaczyli sobie tutaj miejsce spotkań. Tutaj też urodził się i dorastał Horacy Chrząstek. Robiłem sporo różnych rzeczy, fajnych i pożytecznych, próbowałem też grać na gitarze. Moim wzorem był podówczas Sławek Chłopek z Chęcin, który na gitarze umiał zagrać wszystko, wszystko co znałem (a znałem trzy piosenki). Potem niespodziewanie na korytarzy szkolnym spotkałem Zbyszka, patem Jasia a na końcu Jacka Stefańskich i zaczęło się. Choć nigdy nie mieliśmy dużo pieniędzy, byliśmy bardzo bogaci, naszą niczym niepohamowaną potrzebą tworzenia.
Jacek najmłodszy z braci był mi najbliższy, trochę czasami dokuczali mu Zbyś i Jaś. Dużo czasu spędzaliśmy razem podróżując, rozmawiając i muzykując. Potrafiliśmy grać tasiemcowymi godzinami. Ja robiłem podkład, taki tam mój podkład gitarowy a Jacuś robił całą resztę. Potrafił grać na dwóch fletach jednocześnie i na każdym coś innego, bajeczne niesamowite improwizacje. Razem robiliśmy tło muzyczne do mówionych wierszy i na wystawach obrazów (szczególnie utkwił mi temat secesji). Choć byłem od Jacka starszy, to jednak moje zawsze wątłe ciało sprawiało, że często byłem nieśmiały i czasami zakłopotany. Przy Jacku czułem się Jakoś dziwnie bezpieczny i odkrywałem swoją prawdziwe wnętrze. Jacek potrafił kochać i był kochany. Chyba obydwaj byliśmy kochliwi, do dziś wspominam wspólne wyprawy do Nowej Huty w Krakowie, do Lwówka Śląskiego , Nowego Sącza – razem jeździliśmy do naszych dziewczyn. Ale odkąd Jacek poznał Fimfę, ona go usidliła w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Był niesamowitym samorodnym talentem muzycznym. Teraz gdy słyszycie “Bez Jacków” to zawsze, w każdym z utworów, jest zawsze nadal dużo Jacka.W niczym nie ujmując Horacemu i Zbyszkowi i nieodżałowanemu Jasiowi, to nadal patrząc na “Bez Jacków”, dużo widzę z Jacka. Horacy nasz Uczeń osiągnął bardzo dużo, jako jedyny z nas postanowił zgłębiać tajniki muzyki i podjął studia. Jacek łamał wszelkie muzyczne kanony. W rozmowie z nieżyjącym już wujem Stanisławem, dowiedziałem się, że był zamysł wujów Stanisława i Jana, aby posłać Jacka do Konserwatorium.
Jacek ciągle poszukiwał, jego strój był najbardziej awangardowy, sposób zachowania, mimika twarzy, gesty, wszystko mówiło o jego niezwyczajności, nie było dla niego sytuacji bez wyjścia. Umiał kochać, zachowała się jego dedykacja na odwrocie reprodukcji patrz foto (kliknij myszką na zdjęciu).
Jacek był przyjazny i wierny swoim ideałom do bólu, był romantyczny i pamiętam, że często mówił o Małym Księciu, był poczciwy jak pies PLUTO. To była ulubiona Jego “ksywka” – tak się przedstawiał.Ostatni raz dane mi było widzieć (Gwiazdora – tak też go nazywaliśmy , Cycek – tak mówiła na niego mama Krystyna) z początkiem lata 1983 r. Byłem wtedy subiektem w sklepie motoryzacyjnym. Do sklepu wpada Jacek, cześć (serdeczne braterskie powitanie), naturalnie ubrany w wielozadaniową peleryną i mówi, że jest z kolegą. Wyszedł, a potem wjechał wózkiem spacerowym, z małym chłopczykiem, synem Szymkiem. Szymek dziś to skóra żywcem zdjęta z taty Jacka.
A potem był sierpień 1983 i nie mogłem go pożegnać…
Później Ojciec chrzestny Jacka Syna – Horacy najlepiej jak mógł zaopiekował się Szymkiem i stworzył mu prawdziwy ciepły dom, dom w którym pierwszą damą jest Fimfa wielka miłość Jacusia. Fimfa i Horacy pokochali się i urodziła im się córcia Martyna i synek Jędrzejek. Tworzą wspaniałą parę i wspaniały przyjazny dom. Gdy bywam u nich w Gdańsku, w ich zaczarowanym domu, często wspominamy tamte chwile.
“W dniu 28 sierpnia 2005 lub następnego roku, odbędzie się w Gdańsku gigantyczny koncert, światowej sławy muzyka Jacka Stefańskiego, który wystąpi ze swoimi braćmi i przyjaciółmi. Przedstawi swój dotychczasowy wielki dorobek muzyczny. Cały olbrzymi dochód z koncertu postanowił przeznaczyć na cele charytatywne”.
Jestem pewien, że tej treści komunikaty moglibyśmy przeczytać dziś w gazetach, gdyby nie niedorzeczne odejście Jacka w sierpniu 1983r.
Wspomnienie Pamięci Jacka
Maksymilian Ziętek

0 comments on “Maksymilian Ziętek – Jaki byłeś Jacku” Dodaj swój →