9 sierpnia minęły już 22 lata od śmierci Jacka, najmłodszego z braci, chyba najbardziej utalentowanego muzycznie i nie tylko. Nie wiem jak teraz wyglądałoby Jego życie, jaki byłby on sam, ale w mojej pamięci zawsze będzie najwspanialszym, najbardziej oddanym i opiekuńczym bratem. Może dlatego, że akurat nas dwoje dzieliła najmniejsza różnica wieku i odkąd pamiętam, zawsze byliśmy razem. Jako 15-letni chłopak, zarobił pierwsze pieniądzę, żeby kupić mi takie ubrania jakie chciałam. Zabrał mnie na wycieczkę do Warszawy, gdzie te zarobione pieniądze wywiał mu z kieszeni ogrodniczek wiatr, a On wdrapał się na wiatę, żeby je pozbierać. Zawsze zresztą był bardzo odważny, najodważniejszy z moich braci.
Żył tak, jakby chciał ze wszystkim zdążyć, choć zapewne nie wiedział, jak mało mu życia było dane. Był mądry mądrością rzadką dla tak młodych ludzi. To on po śmierci naszej Mamy, wytłumaczył mi najważniejsze rzeczy w życiu. Pamiętał nawet, żeby mi przypominać żebym nosiła ciepłe gatki. Nigdy nie zapomnę Jacka jak nosił na barana swojego synka (teraz już potężnego chłopa) Szymona, jak go kąpał, przewijał, starał się jak mógł odciążyć w tych obowiązkach Fimfunię. Wiem, że jest na świecie jeszcze parę osób, które za Jackiem tęsknią, na których życiu wywarł niezatarty ślad. Bo Jacek był jak wulkan, ale taki, który nigdy nikomu krzywdy nie zrobi, a jedynie użyźni ziemię.
Kasia Stefańska-Kurdziel

Droga Kasiu, nie wiem czy mnie pamiętasz, ale chyba w 1984 lub 1985 jechaliśmy razem nocnym pociągiem na koncert Twych Braci gdzieś na Śląsk (chyba do Katowic). Napisz please co u Ciebie na adres wjozwiak61@gmail.com lub zadzwoń 602 806 721.
Zawsze pamiętający
Wojtek Jóźwiak, absolwent Anglistyki (1987), obecnie w Białymstoku