Ulica Wspólna w Kielcach położona nieopodal miejsca skąd odjeżdżał podmiejski autobus do Chęcin przez Czerwoną Górę z kultowym numerem 31, była doskonałym wspólnym adresem do spotykania się przyjaciół.
U Chmiela był życzliwy otwarty dom, mama Marka bardzo lubiła młodzież, a przecież my dawaliśmy się lubić. Wchodziło się do Chmiela, a ten pytał – napijesz się herbaty? Na ogół padała odpowiedź, że tak, wtedy słychać było głos gospodarza – no to zrób też i mnie. Genialna herbaciarnia. Imprezy u Chmiela też były przezacne, repertuar muzyczny podobny do tego w salce katechetycznej (pisałem o tym w innym w tekście Jacek był mi najbliższy). Chmiel był lepem na baby, zawsze krążyło ich wiele, a usidliła go Ania pedagog szkolny. I tak poddany został udanej resocjalizacji do dziś dnia jest kochającym mężem, ojcem i myśliwym.
Robert Łosiński, Andrzej Łosiński, Michał Żuława, Adam Olszewski, Andrzej Kukieła, Losy, bracia Kucharczykowie, Zbyszek Nawara, Bracia Chabikowie, Kosmala,
Ewa Czernikiewicz, Ania Golka, Krysia Natowska, Zosia Wydro, Słoń, Siaśka, Jolka Falarowska, Małgosia Żuława, Zosia Żuława, Szramka, Ania Kamińska, Małgosia Śpiewak, Kasia z Radomia, mała małolata Kasia Stefańska i gwiazda nad gwiazdy Mira Czuber. Te nazwiska pamiętam razem z Jackiem znaliśmy te istoty.
Jacek miał zawsze łatwiej, ponieważ miał pozytywnie porażającą osobowość. Wysportowana sylwetka, miał dobrą facjatke, niepowtarzalną fryzurę coś na wzór Kryszaka. Fryzura rzadka, bo rzadkie włosy, rzadka bo rzadko można taką spotkać.
Pęczek rabarbaru po wyładowaniu atmosferycznym. Ciekawostka – wtedy były suche szampony, którego używał nasz Gwiazdor taką miał też ksywę.
Ganialny szachista, muzyk, gawędziarz i osoba bardzo nakierowana na innych z silnie rozbudowaną empatią.
Wielkim atutem Jacka były jego flety sopranowy, altowy, i basowy.
W niedościgniony sposób umiał to zatykać jedne dziurki, to powietrze tłoczyć przez inne otworki, zmieniając długość strumienia powietrza. To przytykając, to oddalając wargi wprowadzał zwariowanie sprężone powietrze, które rozedrgane emitowało fale dźwiękowe malując muzyczne obrazy.
Był w tym genialny. Potrafił swoją grą rozchmurzyć śmiertelnie zadumane i smutne dzieciaki w szpitalu onkologicznym we Wrocławiu. I wprawić w zadumę osoby zawodowo zajmujące się muzyką poprzez autorskie jazzujące interpretacje światowych klasyków. Szkoda że nie mogę posłuchać Jackowego Czardasza Montiego.
Mam takie pismo cyrograf, gdzie bracia Stefańscy: Jaś, Jacek i Ja własną krwią przypieczętowaliśmy nasze przyrzeczenie o przejściu w stan abstynencji.
Jak dojdzie do tego, że mając materiał DNA będzie można odtworzyć życie to wykorzystam to i przywołamy Gwiazdora.
A swoją drogą byłem w Niebie byłem w Piekle i nigdzie nie zastałem Jacka, choć osobiście sołtysa w Niebie pytałem czy tam bywa. No to gdzie jest ten Jacek, do końca nie wiadomo.
Pewnikiem jest faktem, że żyje w sercach tych, którzy go znali.
Max Z.



Jacek jest z nami , czeka na nas po tamtej stronie by znowu zaspiewac i zagrac . Mineło 30 lat – chciałabym wiedzieć , czy zdrajca dzis spi spokojnie ? Jacek powiedział przed śmiercią zdradził mnie ten , ktory o mnie duzo wiedział – to był Judasz.