Nie mogę zasnąć. Nadal jestem pod ogromnym wrażeniem koncertu hybrydy, którą pozwolę sobie nazwać “Słodkim Całusem Bez Jacka”. Cztery gitary, perkusja i flet- takiego zestawu na trzeźwo bym nie wymyślił, ale osiągnięty efekt przerósł moje najśmielsze oczekiwania (a sporom sobie obiecywał) tak dalece, że od początku do samego końca, zmuszony byłem co i rusz podnosić z podłogi opadającą szczękę. Zazwyczaj, jak bym danego wykonawcy nie ubóstwiał, finał występu witam z pewną ulgą, choćby z prozaicznej potrzeby zapalenia papierosa, tym jednak razem na hasło “ostatnia piosenka” zareagowałem słusznym gniewem i żalem.
No bo tak, “Bez Jacka” mają świetne teksty i pomysł na muzykę, ale wokalowi ichniego lidera – przy całym szacunku i sympatii – brakuje tak zwanej ikry; z drugiej strony “Słodkie Całusy od Buby”, grają porywająco, energicznie, jednak są przez to bardziej barowi, niż turystyczni (czyt. krainołagodnościowi). Liczyłem, że grając wspólnie, uzupełnią się i wycisną więcej ze swoich repertuarów; z takim nastawieniem polecałem Wam program “Ot, tak po prostu”, oczekując tego, czy może raczej- licząc na to, przemogłem senność i wpakowałem zad do autobusu, wreszcie, mając taką właśnie nadzieję, kupowałem bilet i siadałem na widowni. Tymczasem, dostałem bite dwie godziny cudownego, ekstatycznego zapamiętania w muzyce i niesionych nią słowach. To coś, jak otrzymanie w prezencie najnowszego Ferrari (zakładając, że miałbym prawo jazdy, interesował się samochodami itd.) i usłyszenie “ono potrafi także latać”. Odjazd i odlot, że tak powiem
nadesłane przez SCOB

0 comments on “Znalezione na jakimś blogu” Dodaj swój →