” ..coś godnego uwagi może się zdarzyć – kiedy rozpoznajesz, że muzyka nie tylko ma własne życie , lecz gdy życie , które jest w muzyce jest prawdziwsze niż samo życie ” Ten cytat , który odkryliśmy całkiem niedawno trafnie opisuje czym dla nas Jesteście . Przyjazną wędrówkę z muzyką “Bez Jacka” rozpoczęliśmy ponad 25 lat temu i codziennie przekonujemy się bardziej , jak wyjątkowej wartości doświadczamy. Z tamtych czasów , we wspomnieniach przewijają się Zbyszek , Horacy , Jasiu jako radośni , przekazujący swoją twórczość z niezwykłą lekkością , nie drżący przed cenzurą bardowie , pasjonaci , z propozycją artystyczną zupełnie odmienną – wyrafinowaną poezją przyprawioną błyskotliwym humorem (czasem na odwrót , przyprawą była poezja ) – mieszanka zaiste piorunująca .
Atmosfera na koncertach była wyjątkowa , Wasze propozycje muzyczne niezwykle celnie trafiały w naszą wrażliwość i zmysły, pozwalając trwać , mieć nadzieję , cieszyć się życiem.
Te “cudne dzwoneczki” w głosie Zbyszka .., niezwykły flet .., gitary , czasem skrzypce, stanowiły niezwykłą strawę i targały naszymi duszami . Zawsze pragnęliśmy wracać na Wasze koncerty i wracaliśmy . Mijaliśmy się w kuluarach , korytarzach , czasami pozdrawialiśmy się na kolejnym koncercie .
Mijały lata ..
Wiele wspomnień z tamtego czasu bladło , zatracało się , taśmy gdzieś przepadły , wielka fascynacja rozpływała się ..
Toczyliśmy, jak każdy , lepiej lub gorzej, codzienną walkę o byt .
Nagle, zupełnie przypadkiem, kilka lat temu, gdzieś na drugim końcu Polski, wpadła nam w ręce płyta ” Zatańcz ze mną na polanie”. Przesłuchaliśmy ją w samochodzie, wracając do domu.
Cóż .., naprawdę trudno opisać eksplozję uczuć w tamtym momencie! Przeszłość i jej emocje wróciły nagle, niespodziewanie, ze zwielokrotnioną mocą , obudziło się to, co trwało niezmiennie, z braku pożywki niezwykle boleśni , w naszej podświadomości – wielka tęsknota.
Szybko kupiliśmy kolejne płyty , a tam … wiele informacji, także tych smutnych .. , szczęście i żal jednocześnie, jak często bywa w życiu. Internet spowodował, że informacja o Was stała się dostępna.
Nasze córki, dzisiaj już dorosłe, podążały z nami w świat Waszej twórczości, początkowo nieufnie, podejrzliwie, potem ze stopniowo pnącą się w górę aprobatą , aż do totalnej fascynacji . (Czyżby światu przybyło kolejnych dwóch ortodoksyjnych wyznawców …?) To dla nas, taka, mówiąc językiem ekonomistów, wartość dodana, wartość rzadko spotykana w dzisiejszym świecie – płaszczyzna , gdzie potrafią dogadać się różne pokolenia.
Joanna i Marta zadecydowały podążać Waszym “żywym śladem ” , same zorganizowały i sfinansowały ( mierz siły na zamiary ! brawo! ) wyjazd w Bieszczady na ” Anioły ”, skąd przywiozły ” ciepłą jeszcze” płytę – z chórem i orkiestrą . Pomysł przedni , gratulujemy. Tą płytą, podczas mini – koncertów w naszym domu , pozyskujemy kolejnych Waszych fanów, właściwie sami się Wam oddają ” nie biorąc nic za to” . Czy kiedykolwiek nam się znudzi ? Nie zanosi się.
Towarzyszymy Wam w koncertowej wędrówce, nadrabiamy stracony czas, jesteśmy jak współczesny marny konsument – im więcej słuchamy tym bardziej jesteśmy nienasyceni .
Tak jak rozpoczęliśmy przyjazną podróż z Waszą muzyką już dawno temu , tak teraz, mamy nadzieję kontynuować ją już wspólnie, bo prawdziwsze jest życie z Wasz muzyką .
Za co Was kochamy?
To powszechnie znana prawda !
Za pasję, za inteligencję, za wrażliwość i życzliwość, za mądrość , za idealizm, za empatię, za autentyczność, skromność … (uwaga wyczerpuje się katalog cnót i to chyba niemożliwe by Pan Bóg tak niesprawiedliwie je dzielił !)
Gosia, Andrzej, Joanna, Marta Głowaccy
– Co powiedział nasz pies?
– Nie opanował jeszcze edytora tekstu i chce aby za niego też się podpisać !
mhm ….. i Zoran
Leszno , styczeń 2010
Grzecznościowo zaprosili i …
Gdańsk, 7 lutego 2010
Jestem po koncercie niesamowicie rozkojarzony, zmęczony i jak to Jaś mówił “w szoku po koncertowym”. Tak bardzo dalej “bierze” mnie muzyka, że “wchodzę” w nią cały, oddaje jej się całkowicie i czuje jak mnie unosi. Dlatego po koncercie wyglądam i zachowuje się jak niedorozwinięty. Do tego dochodzą rozliczne obowiązki organizacyjne-formalne jakie pełnię w zespole Bez Jacka, a ich kumulacja ma miejsce po koncercie. Po to ten przydługi wstęp, że zdarza mi się kogoś nie zauważyć lub być nie bardzo w temacie (za co bardzo wszystkich przepraszam, jeżeli byłem kiedyś z lekka nieprzytomny po koncercie) ale mimo wszytko i ja zauważyłem w ubiegłym roku, że po koncertach przemyka się koło nas piękna ciemnowłosa kobieta z sympatycznym mężczyzną. Potem po każdym koncercie kupowali nasze płyty i Zbyszek zaczął dostawać kwiaty.
Na następnych koncertach zacząłem zauważać ich już na widowni. No i w końcu nieopacznie, bodajże po koncercie w Głuszycach, znowu kupując płyty (jak się potem okazało dla znajomych) zaczęli serdecznie zapraszać (acz grzecznościowo, nie spodziewając się niczego złego) do siebie do domu zostawiając telefon.
Zawsze mam obawy i dylemat co jest odruchem chwili, grzecznością, spontanicznością, a oprócz tego czy ja każdego artystę-wykonawcę, którego szanuje chciałbym gościć u siebie w domu? Czasem obawiam się, że przy bliższych spotkaniach czar pryska. Niedługo po tym, kiedy mieliśmy przejeżdżać- wracać zadzwoniliśmy, że wpadniemy. I tu się zaczęło.
Co ja pamiętam, cudowne rogaliki które jadłem do samego Gdańska i wspominam do dziś i niesamowitą atmosferę domu. Cudowna Pani domu i niesamowity Gospodarz, fantastyczne dwie dorosłe córy i wszyscy tacy normalni nie “napompowani”. Niby nic a jakże rzadko spotykane. Od tego czasu bywamy tam często. Jakie potrawy Oni robią, jak smakuje u Nich kawa, rozmowy, nasze granie tylko dla nich, wspólne palenie w ogrodzie i szaliki . Czasem trzeba poczekać, jak mówią co się ma stać, to się stanie. Może szukaliśmy się przez te dwadzieścia lat, może dojrzewaliśmy do siebie. Niesamowite, minęło ponad dwadzieścia lat, a oni nas dalej słuchają. Warto było.
Jarosław Horacy Chrząstek

0 comments on “Gosia, Andrzej, Joanna, Marta Głowaccy” Dodaj swój →